poniedziałek, 21 maja 2018

Wojciech Chmielarz „Żmijowisko” Ocena: 3/6


ZIMNA RYBA
Już widzę jak się na mnie rzuca z pięściami tłum wielbicieli tej książki. Wokół same echy i ochy, a ja tu marudzę.

Poprzednią powieść Wojciecha Chmielarza „Cienie” ominęłam z premedytacją. Nie chciało mi się przypominać o co chodziło we wcześniejszym „Osiedlu marzeń”, w którym autor uległ serialowej manierze pozostawiania niedokończonych wątków (patrz recenzja z 15 grudnia 2016). Dlatego z tym większym zapałem zabrałam się do lektury „Żmijowiska” upewniwszy się, że tym razem nie będzie żadnych kontynuacji, a książka ma zupełnie inny charakter niż wszystko to, co autor do tej pory napisał.

Połknęłam tę doskonałą pod względem dramaturgicznym opowieść praktycznie za jednym przysiadem, czerpiąc z lektury dużo przyjemności. Aż do zakończenia. Rzeczywiście, mnie również ono zaskoczyło. Niespodziewane pointy w thrillerach zazwyczaj mnie cieszą, dlaczego więc tym razem ten mechanizm nie zadziałał? Dlaczego pierwszą reakcją było niedowierzanie – zaraz, i to już wszystko? Co nie zagrało?

Dojście do źródła niepokoju, zajęło mi trochę czasu. Z pomocą przyszedł sam Wojciech Chmielarz. W jednej ze scen wydawczyni namawia bohaterkę do napisania książki opartej na faktach, radząc, że aby pisać, trzeba czytać, a „Z zimną krwią”, to już w ogóle trzeba przeczytać dziesięć razy. Zmobilizowana w ten sposób do lektury książki od wielu lat odkładanej na potem, przeczytałam natychmiast arcydzieło Trumana Capote. Tylko raz, ale wystarczyło.

Dlaczego więc nie zachwycam się tak zręcznie skonstruowaną fabułą? Ponieważ opisywana sytuacja nie miała prawa się wydarzyć. Jest nieprawdopodobna psychologicznie, po prostu fałszywa. Żeby jednak wyjaśnić dlaczego tak uważam, nie da się uniknąć spojlerów, więc lojalnie uprzedzam, że muszę dalej zdradzić, jak się to skończyło. Jeżeli nie chcecie tego wiedzieć, to jest właśnie ten moment, aby przerwać lekturę.

Mężczyzna pod wpływem nagłego impulsu (odkrywa rzekomą zdradę) postanawia zamordować swoją żonę. Przez pomyłkę, zamiast żony zabija własną córkę. To jest pierwsza rzecz, w którą trudno mi uwierzyć - że nie rozpoznał, nawet będąc w stanie upojenia alkoholowego, kogo naprawdę atakuje. Że córka była tak samo ubrana i podobna do matki? Jakoś mnie to nie przekonuje.

Facet podejmuje decyzję, żeby zatłuc żonę, bo poczuł do niej niepohamowaną nienawiść (sytuacja ekstremalnie emocjonalna), a niechcący zabija córkę, którą rzekomo kocha najbardziej na świecie. Czujecie tę antyczną tragedię niczym z „Króla Edypa”? Emocje powinny kotłować się w nim jak w martenowskim piecu i wychodzić przez skórę wszystkimi porami, a tymczasem mamy do czynienia z gościem, który zachowuje się jak zimna ryba. Przy pomocy przypadkowej osoby zakopuje zwłoki i dalej przez cały czas zachowuje się tak, jak gdyby nic się nie stało. Jakby to wszystko spłynęło po nim, jak po kaczce. Obserwujemy go przez rok i nie odnajdujemy ani krztyny wyrzutów sumienia. Zero emocji.

Taka sytuacja mogłaby być prawdopodobna tylko w jednym przypadku, co właśnie opisuje Truman Capote – mężczyzna ma skłonności psychopatyczne. „U osobników tych występuje poważny spadek poziomu samokontroli umożliwiający otwartą manifestację prymitywnej przemocy zrodzonej z uprzednich doznań traumatycznych, obecnie nieuświadamianych”.

A tymczasem, kiedy towarzyszymy bohaterowi w jego codziennym życiu, nie widzimy ani śladu takich doznań z przeszłości, niczego co mogłoby pomóc uzasadnić, dlaczego tak uczynił. Do tego przez cały czas przedstawiany nam jest jako ofiara spisku zazdrosnego rywala, więc, jak każda ofiara budzi sympatię. Nawet kiedy dowiadujemy się, na czym polegało jego przewinienie – pieniądze przeznaczone na poszukiwania córki przepuszcza w kasynie – takie zachowanie potrafimy zaakceptować, ponieważ wciąż mieści się to w granicach szeroko pojętej normy – po prostu odreagowuje traumę. Dopiero kiedy na samym końcu dowiadujemy się, że pieniądze posłużyły na opłacenie milczenia świadka zbrodni, możemy sobie wyrobić na temat bohatera inne zdanie, ale jest już za późno, bo książka się kończy.

Ponieważ autor nie ukazuje psychiki bohatera od mrocznej strony, pozostaje nam tylko przyjąć do wiadomości, że w chwili popełnienia zbrodni zabójca był chwilowo niepoczytalny, co też jest niestety zbyt łatwym wyjściem i nie rozwiązuje problemu. Jeśli jest psychopatą, to w jakim celu autor postanowił to przed nami ukryć? Rozumiem, że wtedy nie byłoby aż tak wielkiego zaskoczenia, ale może byłoby prawdziwiej? Jeżeli zaś jest zwyczajnym, sfrustrowanym facetem, którego raz poniosło, to dlaczego później zachowuje się jak psychopata wyprany z uczuć? I tak źle i tak niedobrze.

Ponieważ, zgodnie z sugestią Wojciecha Chmielarza więcej czytam, niż piszę, wyłapuję również w tekście inne drobne niedoskonałości, które mniej zaawansowanym czytelnikom pewnie nie będą przeszkadzać. Mylny trop w postaci balangi miejscowych notabli z prostytutkami jest trochę zbyt łatwy, by traktować go poważnie, ale jakoś spełnia swoją rolę, natomiast wątek z młodocianymi kochankami po lekturze „Czarownicy” Camilli Läckberg, gdzie występuje prawie że bliźniacza para bohaterów, zaskoczyć już nie może. To oczywiste, że Merry jest motorem zła, ale nie może być podejrzana, bo gdy zaginęła Ada w Żmijowisku jej jeszcze nie było, a miękki chłopak kłamie, żeby zaimponować dziewczynie.

Tak mi teraz przyszło do głowy, że byłoby ciekawiej, gdyby Merry pojawiła się w Żmijowisku w tym samym czasie, co Ada, wtedy pole do wodzenia czytelnika za nos byłoby dużo większe. Zastanawiam się też, czy bohater nie byłby bardziej wiarygodny (bez rysu psychopaty), gdyby śmierć Ady była wynikiem spowodowanego przez niego nieszczęśliwego wypadku, a nie omyłkowym, ale jednak zabójstwem. Albo, gdyby przynajmniej zabójstwo było w afekcie. A nie było. Nawet najlepszy prawnik nie zdołałby tego udowodnić. Facet poszedł do lasu, wszystko przemyślał, wrócił i dopiero wtedy sięgnął po siekierę.

Ale nie ma co gdybać. Lepiej poczekać na nową książkę Wojciecha Chmielarza. Jestem przekonana, że wreszcie pozytywnie mnie zaskoczy.

Tagi:  Wojciech Chmielarz "Żmijowisko", Chmielarz "Żmijowisko" recenzja", Chmielarz "Żmijowisko" opinie

13 komentarzy:

  1. Zabawne, że czytam te recenzje dla samych recezji, nie mając (z reguły), najmniejszej ochoty sięgać po same książki.
    Wydawało mi się, że recenzje są za dobrze napisane i zbyt poukładane, żeby autorka sama również nie parała się prozą.
    Wychodzi na to, że miałem rację.
    Czytelnik (recenzji)

    OdpowiedzUsuń
  2. He, he, he, zbyt mało poszlak, Watsonie. Chodziło o pisanie recenzji. Ale dziękuję :-)
    Po prostu się wkurzam, kiedy jakimś "poczytnym blogerom" wydaje się, że mogą pisać o książkach "mi się podobało" albo "to jest beznadziejny gniot". I postanowiłam robić im konkurencję. Ale chyba nie robię :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tam zaraz lincz ;) fajnie poczytać, że ktoś ma inne zdanie :P Mnie akurat Żmijowisko bardzo się podobało, choć jest sporo racji w tym co mówisz, ale dla mnie to bez różnicy, czy prawdopodobne czy nie. Książka mocna i wciągająca. Taka przy której co chwila mówiłam sobie: jeszcze tylko jedna strona i idę spać ;) Myślę, że w Trudnych sprawach jest mniej prawdopodobieństwa niż tu :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepiej by było, żeby poczytać, a potem jeszcze coś w głowie zostało. Ale takie rzeczy to się udają geniuszom. Albo nie-geniuszom. Przypadkiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się w 100% plus dodam od siebie: rozpoznanie przez ojca na miejscu zwłok, które od ROKU leżały w ziemi to jawne robienie z czytelnika debila. Być może pan Chmielarz powinien najpierw przeczytać "Trupią farmę" a później brać się za pisanie takich "mistrzowskich" thrillerów.

    OdpowiedzUsuń
  6. A to akurat przegapiłam. Faktycznie. Pewnie autor się spieszył, bo wydawcy naciskali. Ech, syndrom Mroza...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo sensowne uwagi. Przeczytałem kilka recenzji na Lubimy Czytać i nikt tego nie wyłapał. Szacun :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam cieszę się ,że przeczytałam twoją opinię bo to pierwsze moje myśli po przeczytaniu tej książki.Od razu pomyślałam facet najpierw myli żonę z inną kobietą a po chwili myli córkę z żoną co za bzdura a na deser okazuje się psychopatą bez emocji .Mimo wszystko książka mi się podobała super wrażenie zepsuło zakończenie.Ponieważ to była pierwsza książka którą przeczytałam tego autora sięgam po drugą jeszcze nie wiem jaką.Tym bardziej , że autor to mój były sąsiad :) pozdr.Aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest bardzo dobry autor, tylko czasami mu gorzej wychodzi ;-)
      Proponuję na początek „Przejęcie”, „Farmę lalek” albo „Zombie”. Będzie bez zgrzytów.

      Usuń
  9. Jestem wielbicielką autora i "Żmijowiska", ale nie rzucę się na Panią z pięściami. Natomiast nie zgodzę się z Pani wywodem. Myślę, że możliwe jest uzasadnienie psychologiczne zakończenia książki: lata życia w związku z kobietą kochaną, ale nie kochającą, tęskniącą za utraconą miłością (dla mnie zresztą, to powód utraty tej miłości, a nie zakończenia książki, mógłby być wątpliwy - wyjazd studencki, nawet na rok nie jest dramatem; tłumaczy przypadkowy seks, ale nie tłumaczy tego, że Kamila poczuła się tak zraniona decyzją Roberta). Wydarzenia poprzedzające zabójstwo, upokarzanie, patrzenie na tęsknotę żony, może zmęczenie dziećmi, a wreszcie alkohol, frustracja, gniew, spowodowały fatalną pomyłkę - w mojej ocenie jest ona prawdopodobna. To nie było przypadkowe i nie był to nagły, ot taki sobie impuls, ale coś, co wybuchło. Ukrył zwłoki (szok i nieoczekiwana pomoc gospodarza agroturystyki, powodowanego własnymi korzyściami), życie przez rok z własną żałobą i nieskończoną rozpaczą żony, która wymusza poszukiwanie córki, jasnowidzów, miotanie się z życiem, opieka nad drugim dzieckiem i wreszcie powrót na miejsce. Arek nie jest ani psychopatą, ani zimną rybą. Jest przeciętnym, słabym, nieakceptowanym, facetem z kompleksami, który zrobił coś ekstremalnie złego, ale to zło wypiera i próbuje życie poskładać. Chce uniknąć kary. Czy to zaakceptujemy - to inna sprawa. Natomiast Chmielarz poprowadził swoją opowieść perfekcyjnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki za zdanie odrębne. Dlatego również piszę te testy - żeby podyskutować.
    Wydaje mi się, że to o czym Pani pisze - to nadinterpretacja. Tak mogłoby być, ale ja tego w książce nie znajduję.Niestety, autor nie przekonał mnie do przedstawionej wersji zdarzeń. Może za dużo wymagam. Większość czytelników przecież przekonał. Nie przeszkadza mi jednak, że jestem w mniejszości ;-)
    Pozdrawiam,
    Rudolfina

    OdpowiedzUsuń
  11. Nadinterpretacja? Ależ nie napisałam niczego, co nie wynikałoby wprost z treści książki. Po prostu zinterpretowałam ją inaczej niż Pani. A tak na marginesie - przeczytałam Pani wcześniejsze i późniejsze recenzje (rzeczywiście napisane dobrze, podoba mi się Pani blog) i wydaje mi się, że na ogół jest Pani w kontrze. W wielu innych przypadkach także nie zgadzam się z Panią, czasami i wtedy, gdy gdy jest Pani na tak: Dygot" oceniam dużo lepiej niż Pani, "Oszpicyn" jest w mojej ocenie znakomity, "Wiara" - bardzo dobra, ale z kolei "Dam ci wszystko" Redando według mnie przeceniła Pani, a "Tajemnicza śmierć Marianny Biel - to miła powiastka, którą można przeczytać dla relaksu, ale czy zasługuje aż na 5/6? No nie wiem. A bycie w mniejszości w ocenie książki to ani powód do nadmiernego zażenowania, ani do nadmiernego zadowolenia. Po prostu ludzie odbierają różnie różnie pozycje, mają różne gusta, są mniej lub bardziej wyrobionymi czytelnikami i mają rożne oczekiwania, a czasami oczekują więcej lub mniej od autora. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. To prawda, często idę pod prąd. Być może jestem przewrażliwiona, za dużo wymagam, albo po prostu widzę to, na co inni nie zwracają uwagi. Ale przecież świat byłby nudny, gdyby wszyscy patrzyli na niego tak samo ;-)
    Na razie mamy wolność (póki co) i każdy może wyrażać swoje opinie. Zawsze podkreślam, że to są moje subiektywne oceny. Gdy krytykuję nie rzucam pejoratywnych epitetów, tylko staram się precyzyjnie wyjaśnić co i dlaczego mi się nie podobało. Dla kogoś przecież może być zaletą to, co dla mnie jest wadą.
    A czasami podobają mi się również lekkie powiastki, jeżeli tylko są dobre w swoim gatunku. A ile jeszcze zależy od nastroju...
    Dobrego nastroju życzę!

    OdpowiedzUsuń