czwartek, 18 kwietnia 2024

Dagmara Andryka „Joker” Ocena: 5/6

NOWA JAKOŚĆ

Podobno tylko krowa nie zmienia poglądów. Nie piszę tego, żeby się usprawiedliwić, że zmieniłam zdanie. Nadal uważam, że powieść kryminalna powinna być zamkniętą całością, bez niedokończonych wątków, z wyjątkiem wątków dotyczących życia prywatnego bohaterów. Co jednak, kiedy wątek osobisty jest również wątkiem kryminalnym? Wtedy trzeba dostosować poglądy do okoliczności.

A okoliczności są takie, że czytelnicy/widzowie kochają seriale i wydawcy to wiedzą. Jesteśmy zasypywani cyklami. Kiedyś na nowy odcinek telewizyjnej serii trzeba było czekać tydzień. Dzisiaj prawie wszystko można sobie obejrzeć na streamingach za jednym zamachem. Z książkami nie ma tak łatwo. Nie napisze się powieści w tydzień (sprawdzić, czy nie Mróz) i nie wprowadzi do dystrybucji tak szybko, bo to się nie kalkuluje. Cierpliwość czytelnika zostaje wystawiona na ciężką próbę, zanim otrzyma kolejną książkę ulubionego autora.

Tu było inaczej. Pięć książek cyklu ukazało się zaledwie w półtora roku. To by było imponujące tempo pisania, nawet jak na najpłodniejszego. Nie przypuszczam jednak, żeby Dagmara Andryka napisała te pięć powieści w tak krótkim czasie. Ta seria jest tak dobrze przemyślana, że nie mogła powstawać z dnia na dzień, tylko dlatego, że pierwsza część „załapała” i wydawca zmusza autora do pisania na kolanie kolejnej. Przyjmę zakład o skrzynkę piwa, że autorka najpierw zaplanowała całość (wątek ojca, który ciągnie się przez całą serię oraz każdy z wątków kryminalnych w poszczególnych powieściach) i dopiero wiedząc do czego zmierza, zabrała się za pisanie. Dlatego każda część jest na wysokim poziomie, nie ma watowania ani wymyślania na poczekaniu kogo by tu zrobić mordercą (najlepiej psychopatę).

Cykl Anna Maria Kier, którego ostatnią częścią jest „Joker” to zupełnie nowa jakość na polskim rynku wydawniczym. Duży szacun dla wydawnictwa Pruszyński, że zaryzykowało taki eksperyment. Mam nadzieję, że takie podejście biznesowe, wykazujące się cierpliwością dla autora i szanujące czytelnika sprawdziło się, i że inni wydawcy pójdą tą drogą. Ale sami najlepiej wiecie, czyją matką jest nadzieja.

A sam „Joker” trzyma w napięciu tak jak trzeba, mimo tego, że jego główny wątek kryminalny znów okazuje się wątkiem osobistym. Tym razem druga detektywka z naszego tandemu, informatyczka Wanda, musi rozwiązać tajemnicę zniknięcia własnego ojca. Historia ciekawa, wciągająca z dobrze zapętloną intrygą. Nic, tylko czytać i żałować, że to już koniec serii.

Jeśli miałabym okazać z czegoś niezadowolenie – to z zakończenia wątku ojca Anny Marii. I to jest ten rzadki przypadek, kiedy zaskakująca końcówka, mimo że w stu procentach logicznie uzasadniona, nie budzi moich zachwytów. Po prostu, nie tego chciałam. Ale cóż, autor ma takie prawo, a my, czytelnicy nie powinniśmy domagać się zakończenia zgodnego z naszymi oczekiwaniami. Licentia poetica. Takie podejście Dagmary Andryki, nie pod publiczkę, a wręcz pod prąd, bardzo sobie cenię.

Jeśli lubicie seriale, szczerze wam polecam całą serię. Tylko koniecznie czytajcie od początku, i po kolei.

3 komentarze:

  1. Bardzo dobry i ciekawy pomysł na całość. Jednak brakuje mi tego efektu zaskoczenia w głównym wątku. Każdy tom poprawny. Widać, że całość jest pisana przez kobietę (tak, wiem zaraz feministyczne aj waj). Zbyt dużo emocjonalnych rozkmin "bohaterczyń". Czytałem/słuchałem całość jednym ciągiem. Zabrakło mi również dociągnięcia/dopracowania do końca wielu wątków. Tristan - skąd wziął kontakt na zabójce dziadka. Także motyw, gdy jego tajemnicza przyjaciółka zadzwoniła na pogotowie. Prawdę mówiąc tu spodziewałem się twistu fabuły w przypadku jego postaci. Coś w stylu, że jest/staje się mroczniejszy od dziadka. Niestety - kobieta, autorka nie dopuściła do tego. Matczyne podejście nie pozwoliło stworzyć mrocznego następcy dziadka. Przez to postać Tristana staje się niespujna. Z jednej strony zleca zabójstwo dziadka. Skąd? Jak? Pieniądze? Nic tu nie jest wytłumaczone. Niby ma zostać następcą Don Corleone, z drugiej strony dziadek cały czas go pilnuje.
    W pierwszym tomie było wspomniane zlecenie na Annę Marię. To również nie zostało pociągnięte i wytłumaczone.
    Im dalej w tomy, tym więcej kultury Woke. Słabe to - bo zaczęło przesłaniać świetny pomysł na całość projektu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację. Gdybym się chciała czepiać, czepiłabym się tego samego. Postać Tristana jest trochę niedopracowana, od początku wiemy, że on tym mafiozem nie zostanie, bo autorka (kobieta, ha, ha) mu na to nie pozwoli. Ale kobietom to nie przeszkadza, a więc mnie też ;-)
      Przymykam też oko na te nie do końca wyjaśnione wątki, bo nie czytałam ciągiem, tylko w różnych odstępach czasowych i pewnie rzeczy mi po prostu z głowy wylatywały. Czytałam jednak z dużą przyjemnością wszystkie części, które i tak były o niebo lepiej dopracowane, niż większość tego, co się teraz wydaje.
      Już nawet mi się nie chce zaglądać do debiutów, ani tym bardziej do masowych produkcji naszych tuzów.

      Usuń
  2. to pisałem ja - da_markos

    OdpowiedzUsuń