niedziela, 23 października 2016

Szczepan Twardoch „Król” Ocena: 3/6

KASZALOT
        Kiedy zaczyna się czytać nową powieść Szczepana Twardocha, daje mu się na dzień dobry duży kredyt zaufania. Bo to Twardoch.
        Czyta się. Wlecze się. Opis walk bokserskich, jedna za drugą. Ale kredyt zaufania. Bo to Twardoch.
        Pojawiają się kontrowersyjne wątki żydowskie, które teraz bardzo dobrze się sprzedają. Źli Polacy, dobrzy Żydzi, „Ida” na tym zrobiła karierę, dlaczego nie pójść tym tak dobrze już przetartym szlakiem? Na pewno rzucą się - wiadomo kto - i reklama będzie za darmo, jak znalazł. Ale nie każdy musi być hipsterem literatury. Wybacza się podążanie za modą. Bo to Twardoch.
        Książka reklamowana jest jako powieść sensacyjna albo kryminalna. Niestety, nie każda opowieść o gangsterach, to od razu kryminał. W powieści kryminalnej najważniejsza jest zagadka, czego u Twardocha akurat najbardziej brakuje. „Król” sprawdza się natomiast jako solidna powieść obyczajowa, więc udawanie, że jest czymś innym, to trochę strzał w stopę i robienie czytelnika w bambuko. I po co? Czy ktoś nazwałby „Ojca chrzestnego” kryminałem? Porównanie z Puzo jest tu bardzo na miejscu. Tylko, na szczęście amerykańskiemu autorowi nie przyszło do głowy, żeby pisać o kaszalotach.
        Co w „Królu” najbardziej irytuje? No właśnie kaszaloty - w założeniu metaforyczne i poetyckie, w praktyce kiczowate wstawki o kaszalocie wiszącym nad Warszawą. Jeśli ma to być metafora wszechpotężnego zła, to do mnie akurat taka forma zupełnie nie trafia. Może gdyby nie było to aż tak zagęszczone, tak często dobijane młotkiem, a w ogóle, gdyby pojawiło się w innej powieści – dałoby się znieść.
        Co jest średnie? Postać głównego bohatera. Ani go lubię, ani mu współczuję, ani nim pogardzam, ani mnie przeraża. Jest mi zupełnie obojętny, nic mnie nie obchodzi. Więc po co mi taki bohater?
        Co jest świetne? Rzetelny, wielokulturowy opis realiów sanacyjnej Polski, w warstwie obyczajowej, historycznej i topograficznej. Przedwojenna Warszawa, fakt, że potraktowana wybiórczo, ale to pisarza prawo, opisana jest tak, jakby autor wczoraj przechadzał się po Nalewkach albo obstalowywał sobie buty u Kielmana. Absolutnie genialny jest też pomysł ze zmianą narratora. Nie więcej nie powiem, bo byłby to spoiler.
        Co mnie osobiście uwiera? Błąd konstrukcyjny. Narrator wielokrotnie opisuje wydarzenia, o których nie ma prawa wiedzieć. Autor zdaje sobie z tego sprawę, często, w imieniu narratora uprzedzając, że „wprawdzie mnie przy tym nie było, ale na pewno tak to się odbywało”, ale robi to niekonsekwentnie. Staje się tym samym ofiarą obranej przez siebie formy, ponieważ traci wiarygodność. O ile można uwierzyć, że narrator ma wiedzę na temat własnego środowiska, to zupełnie nieprzekonujące jest relacjonowanie wydarzeń na najwyższych szczeblach władzy.
        Podsumowanie? Ciągle czekam, aż Szczepan Twardoch przestanie się dobrze zapowiadać i napisze książkę na miarę swojego talentu. Jest jeszcze młody, ma czas.
        Jeśli chodzi o mnie – „to by było na tyle” Teraz oddajmy głos autorowi. Uprzedzam, cytat został wybrany tendencyjnie. Nie musicie doczytać do końca, a nawet zdziwiłabym się gdyby tak było. Nie ma to jak łatwość wypowiadania słów.
        „– Pracuj, kurwa, co to jest, chuju rybi, co to jest, tak to se dupę możesz podcierać, pracuj, pracuj, lewa, lewa, co to za szmata jest, pracuj, lewa, lewa, lewa, długa ma być ta lewa, długa ręka, co to kurwa za kikut jest! Wyciągnij! Rotacja! Pracuj, kurwa, raz, unik, lewa, prawa, lepiej, pracuj, kurwa, ruszasz się, lewa, prawa, pracuj, co, kurwa, stoisz, zamyśliłeś się, kurwa, pracuj, unik, prawa, pracuj! hak, lewy sierp, zejście, zejście, kurwa, lepiej, dłuższa ręka, dłuższa, nie kikuty, zaczep, lewy, prawy, lewy sierp, dobrze! Noga pode mnie, wchodź, dobrze, dystans trzymaj, co to jest, kurwa, co to jest, kalika jakiś, lewy, prawy, unik, pode mnie wchodź, pode mnie, noga, dobrze, ta sama seria, lewy, prawy, unik, prawy, sierp, co to jest, moja babka macha rękami, ta sama seria, pracuj, lewy, prawy, unik, prawy, sierp, gardę trzymaj, chuju rybi, następnym razem cię zaznaczę, ta sama seria, lewy, prawy, unik, prawy, sierp, noż kurrrrwa, ręka, gardę trzymaj, ręka, co to jest, kurwa, to jest boks? to jest boks? to gówno? kalika jeden, wynocha z klubu, lewa, leeeeewa, pracuj, garda, rękę wyżej, bo zaznaczę, ręka, noż kurrrrwa...!”

9 komentarzy:

  1. Normalnie znowu z ust wyjmujesz mi słowa. Cytujesz wręcz. Piękna momentami książką, imponująca dokumentacja, opisy przestrzeni zapierają dech. Tylko, że bohatera mam głęboko w kaszalocie. W ogóle nie obchodzi mnie jego historia. W ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Gdyby nie ten zabieg ze zmianą narratora (sam pomysł, powtórzę się, genialny), byłaby szansa na dużo głębszą opowieść. A tak, forma zwycięża nad treścią.

      Usuń
  2. Formalna zawrotka to za mało, by mnie uwieść :) Ciekawa jestem, jak zrecenzujesz "Lampiony". Kłopot jest taki, że trzeba się p r z e c z o ł g a ć przez tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, chyba nie mam ochoty na czołganie :-) W "Okularniku" było tyle niepotrzebnych wątków, tyle niekonsekwencji, ta historia z lekarką - jakaś kosmiczna bzdura. W dodatku zakończenie (brak zakończenia, dla ścisłości) sugerowało, że następna powieść musi być kontynuacją poprzedniej. Nie mam ochoty na taką kontynuację. Odpuszczam. Poczekam na nową serię i się zobaczy.

      Usuń
  3. Ciężko mi oceniać, jako osobie, która książki nie czytała. A Twardocha nie znam, więc nie wiem też o co chodzi z "bo to Twardoch". W każdym razie - jeśli przez książkę trzeba się czołgać, to nie jest to warta uwagi literatura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak się czołgać nie trzeba. Czyta się. A Twardoch to "nadzieja polskiej literatury", więc dlatego oczekiwania są wysokie.

      Usuń
  4. Niestety nie mój gust czytelniczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie mam tzw kredytu zaufania do autora. Każda książka to nowa historia, a pisarz 10 dobrych tytułów może poczynić gniota. Twardoch czy nie skoro się wlecze już na wstępie, to bym nie męczyła się dalej. Za dużo dobrych książek czeka :) pozdrawiam! https://subiektywnieoliteraturze.blogspot.com/2016/11/recenzja-mezczyzna-w-chwili-gdy-zostaje.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie mam tzw kredytu zaufania do autora. Każda książka to nowa historia, a pisarz 10 dobrych tytułów może poczynić gniota. Twardoch czy nie skoro się wlecze już na wstępie, to bym nie męczyła się dalej. Za dużo dobrych książek czeka :) pozdrawiam! https://subiektywnieoliteraturze.blogspot.com/2016/11/recenzja-mezczyzna-w-chwili-gdy-zostaje.html?m=1

    OdpowiedzUsuń