Szukaj na tym blogu

środa, 17 sierpnia 2016

Jens Lapidus „Sztokholm delete”, Ocena: 3/6



SZWECJA ZNOWU MAFIĄ STOI
Było czytać, co inni piszą o książkach? Było. Nie trzeba by się wtedy awanturować. Dlatego czytajcie mojego bloga. Może uda się Wam uniknąć przynajmniej moich błędów ;-)
Ale wracając do rzeczy. Nie wiedziałam, że „Sztokholm delete” jest drugą częścią serii. Nie zorientowałam się prawie do końca, co, trzeba przyznać uczciwie, dobrze o książce świadczy. Ale tylko to. Porządny kryminał czyta się w jeden dzień. No, może dwa. Z tym, w wakacyjnych okolicznościach walczyłam ponad tydzień. Niby pracowicie nanizane wątki ładnie się przeplatają, ale co z tego kiedy ciągną się zdecydowanie zbyt długo, żeby się nimi przejąć. No i ile można czytać o post-jugosłowiańskiej mafii (z modnymi elementami islamskiego folkloru)? Nie mają tam w tej Szwecji innych tematów?
Najgorsze jednak jest zakończenie, które, jak to w telenoweli, niczego nie kończy, a wszystko zaczyna. Autor wyjaśnia łaskawie kilka pobocznych wątków, ale główne pozostawia nietknięte, a do tego rozpoczyna nowe. I co teraz? Mam sięgnąć po pierwszy tom i znowu czytać go przez tydzień? Mam czekać nie wiadomo jak długo na tom trzeci, aż autor wyjaśni, co chciał powiedzieć, a ja zdążę już zapomnieć o co chodziło w tomie poprzednim? Mowy nie ma. Tydzień z Jensem Lapidusem po prostu uznaję za stracony. Czytajcie recenzje, kochani. Nie tylko moje. Zyskacie dużo czasu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza