Szukaj na tym blogu

wtorek, 9 stycznia 2018

Maciej Ślużyński „Przypadkowy detektyw” Ocena 2/6



ZNACIE? TO POSŁUCHAJCIE
„Jak wytknął mi kiedyś wierny przyjaciel, moje pomysły mają wszelkie zalety, poza oryginalnością. Taki już mój los.” Kurt Vonnegut, „Losy gorsze od śmierci”.

Ten cytat powinien właściwie wystarczyć za recenzję.

Schronisko górskie zasypane lawiną i odcięte od świata. Morderstwo i kilku podejrzanych, których liczba zdecydowanie zbyt szybko redukuje się do dwóch. Ledwo naszkicowane postaci bohaterów, a przecież każdy z nich mógłby mieć jakąś tajemnicę, która byłaby motywem morderstwa. Jedynie o narratorze dowiadujemy się czegoś konkretnego, ale on akurat, ze względu na przypadkową obecność na miejscu zbrodni od początku jest poza podejrzeniem. Długi, nudny, niepotrzebny wstęp. Monotonny środek. Naciągany motyw zabójstwa. Zakończenie do bólu przewidywalne, no bo skoro podejrzanych jest tylko dwóch i początkowo wszystko wskazuje na jednego…

Rozumiem, że pisać każdy może, ale czy naprawdę musi? „Nie byłbym gorszym poetą niż Słowacki, żebym tylko miał coś do powiedzenia” – to cytat z Tuwima, niedosłowny, z pamięci. I Vonnegut, i Tuwim tylko się przekomarzali z czytelnikiem. Maciej Ślużyński powinien wyrecytować powyższą złotą myśl z powagą. Śmiertelną.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza