Szukaj na tym blogu

piątek, 6 grudnia 2019

Arturo Pérez-Reverte „Falcó” Ocena 2/6


ŻAL
Ech… a jeszcze nie tak dawno Pérez-Reverte pisał takie fajne książki…

Dzisiaj, po lekturze „Falcó” mogłabym właściwie skopiować moją opinię o „Dziewczynie o czterech palcach” Marka Krajewskiego (recenzja z 7 listopada 2019). Mam wrażenie, że hiszpańskiemu autorowi, tak samo jak naszemu, już bardzo nie chce się pisać książek i rozmienia się na drobne. Jedynym plusem tej powieści są dobrze oddane realia czasów wojny domowej w Hiszpanii. Wszystko inne leży.

Główny bohater – to nieudolna kopia Jamesa Bonda, tylko w historycznym kostiumie. Nudziarz, uwodziciel, najemnik bez charakteru, któremu wszystko jedno, czy pracuje dla czarnych czy czerwonych, a zabić człowieka, to jak splunąć – jego losy nic mnie nie obchodzą.

Postaci drugoplanowych, a w szczególności mocnego przeciwnika – brak. Jest za to masę bezbarwnych bohaterów epizodycznych, o których wiemy zbyt mało, żeby budziły jakiekolwiek emocje. Pojawiają się, znikają, nie mają wpływu na los bohatera.

Nuda, nuda, nuda. Wątła fabuła ciągnie się jak papier toaletowy: żadnych zwrotów akcji, cliffhangerów, fałszywych tropów, żadnej tajemnicy, za to mnóstwo niepotrzebnych opisów, które na rozwój fabuły nie mają żadnego wpływu, i pełno dialogów, w których rozmawia się o niczym.

Autor, jak niedouczony debiutant spoileruje sobie praktycznie każdą scenę. Najpierw zapowiada, co się ma wydarzyć, a potem po kolei to opisuje. Nie ma lepszej metody, żeby zanudzić czytelnika.

Wielkie rozczarowanie. Szkoda.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza