sobota, 11 stycznia 2020

Simon Beckett „Zapach śmierci” Ocena: 3/6


GDY AUTOR SAM ZNIECHĘCA
To nie był najlepszy pomysł, żeby na pierwsze spotkanie z autorem wybrać jego najnowszą książkę.

Nareszcie wiem, dlaczego tak mnie wkurzają niedokończone wątki. Właściwie, już wcześniej wiedziałam, ale teraz mogę wam przedstawić dowód czarno na białym. Zaczęłam od końca i teraz nie mam żadnej motywacji, żeby przeczytać wcześniejsze książki autora.

Skoro w „Zapachu śmierci” Beckett wyjaśnił, co stało się z jego żoną i córką, to nie będę przecież sięgać po powieść, która tego wątku dotyczy, jeśli dobrze wiem, jak się skończy.

Skoro autor powiedział mi, że w poprzednich odcinkach bohater dostał nożem w brzuch i przeżył, a sprawca uciekł i zapadł się pod ziemię, ale właśnie powrócił w najnowszym odcinku, to czytanie części dotyczącej nożownika nie ma najmniejszego sensu. Czy jest tu ktoś, kto lubi spoilery?!

Autorzy! Szanujcie czasem swoich czytelników. Nie tylko tych już „złapanych”, ale też potencjalnie nowych.

A tak poza tym, to trochę mnie pan Beckett wynudził. Za dużo profesjonalnych opisów (z całym szacunkiem dla rzetelnej dokumentacji tematu antropologia sądowa), za mało suspensu, ciągnące się zakończenie. Całość przeciętna, można przełknąć, ale do pana Becketta już nie wrócę, z powodów, jak wyżej.

„Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza