czwartek, 9 marca 2017

„Belle Epoque” Odcinki II-IV Ocena: 2/6



TVN CELUJE W GIMBAZĘ
         Obiecałam, że napiszę jeszcze o „Belle Epoque”, jeśli się zawiodę, no to nie mam wyjścia.
         Trzy kolejne odcinki i niestety, im dalej tym gorzej.
        Historyczny kostium i klimat spowszedniał, a więcej już nie ma się czym zachwycać. Intrygi schematyczne, bez suspensu, bohaterowie coraz bardziej nudni i przewidywalni. Autorzy scenariusza nie zadali sobie najmniejszego trudu, by język postaci choć trochę przypomniał ten z początków XX wieku. Gdyby scenarzystom chciało się poczytać Reymonta albo chociaż Prusa, może by wiedzieli, że w tamtych czasach do lokaja czy chłopa komisarz policji – wysoki urzędnik państwowy - nigdy nie zwróciłby się „czy zechciałby mi pan powiedzieć?” Ocena za dokumentację językową – zero.
         Magdalenie Cieleckiej pozwolono wreszcie trochę dłużej pobyć na ekranie. Pobyć, bo biorąc pod uwagę drętwe kwestie, które musi wypowiadać, trudno nazwać jej obecność w tym serialu aktorską grą.
         Recenzenci znęcali się nad muzyką w tym serialu, że pasuje jak kwiatek do kożucha, z czym się zgadzam. Ale, okazuje się, nie wszyscy mają podobne zdanie. Moja młoda sąsiadka – gimnazjalistka przyznała się, że obejrzała jeden odcinek serialu. Na pytanie – co jej się najbardziej podobało? – odpowiedziała – muzyka. TVN celuje w gimbazę? Chyba jednak nie do końca trafia. Młoda sąsiadka – wielbicielka Benedicta wcielającego się w Sherlocka stwierdziła również, że gdyby akcja tego serialu rozgrywała się w dzisiejszych czasach, to w ogóle nie dałoby się go oglądać. A ramotek to ona bardzo nie lubi. I skończyło się na jednym odcinku.
         Ja też na tym kończę moje spotkania z piękną epoką. Szkoda.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza