piątek, 2 czerwca 2017

Marek Żelkowski „Kot z Cheshire” Ocena: 1/6



RADIO MARYJA KONTRA KOT
         Tej książki nie powinnam była doczytać do końca. Ale słuchałam jej, nie czytałam. Wrzuciłam audiobooka do odtwarzacza samochodowego, a podróż była długa. Leciało.
         Zaczyna się od serii informacji prasowych o niewyjaśnionych morderstwach. Wielu morderstwach. Potem mamy akcję żołnierzy amerykańskich; chodzi o odbicie zakładnika w jakimś arabskim kraju, nie wiadomo kto, co i po co. Przerzucamy się do Polski i obserwujemy spokojne, nudne życie zwyczajnej, młodej kobiety, skądinąd pisaki, które dość szybko przestaje być nudne, bo ktoś zaczyna ją śledzić. I tak przez połowę książki. Autor pisze i pisze, a my kompletnie nie wiemy o co chodzi. Czy bohaterką jest owa pisarka, czy wręcz przeciwnie – jej cichy, nieujawniający się prześladowca. Ponieważ nie mamy pojęcia o co chodzi, nie wiemy czy mamy martwić się o pisarkę, czy o jej prześladowcę, no bo skoro ją śledzi, to może to ona jest groźna. Kompletnie więc nas ta historia nie obchodzi.
         W drugiej połowie książki, grubo przed zakończeniem, wyjaśnia się za to wszystko. To mąż pisarki jest groźny i to na nim chce wziąć odwet dręczyciel kobiety. Okazuje się wreszcie, że to nasz prześladowca jest tutaj głównym bohaterem. Chce pomścić śmierć siostry. I tu zaczyna się seria absurdów. Najpierw bohater odbywa seanse spirytualistyczne, komunikując się z duchem zmarłej siostry za pośrednictwem fal radiowych (tak! to jest na poważnie! to się dzieje naprawdę!). Potem faszeruje naszą pisarkę rosyjskim narkotykiem w rodzaju serum prawdy i poddaje hipnozie, żeby uzyskać niezbędne informacje obciążające jej groźnego męża (tak! to takie proste!). Aż w końcu bierze odwet na mężu (to żaden spoiler, od połowy książki było wiadomo, że o to chodzi), sprawiając, że staje się on ofiarą własnej metody. A chodzi o to, żeby tak zaprogramować mózg innej osoby, żeby stała się mordercą. To też przecież banalnie proste.
         Gdzie tu kryminalna zagadka? – spytacie. Nie ma. Jest za to stek takich bzdur, że naprawdę, jeśli trafi wam się długa podróż z tym jednym audiobookiem na pokładzie, to już lepiej się przełączcie na Radio Maryja. Ma ono jedną zaletę – nie trzeba za nie płacić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz