czwartek, 24 listopada 2022

Marek Stelar „Góra kłopotów” Ocena: 1/6

PITOLENIE NA BOŻE NARODZENIE

Nie wiem, jak Marek Stelar mógł popełnić coś takiego. To nie jest książka dla jego czytelników, to jest książka dla wielbicielek Iwony Banach.

Jeżeli lubicie powieści, w których świat zaludniają wyłącznie idioci i bawi was naśmiewanie się z kretynów, to oczywiście czytajcie. Już nie wypominam, że kryminału w tym za grosz, bo wydawca sam ostrzega na okładce, że to historia „prawie” kryminalna. Ale niech chociaż byłaby jakaś akcja, choć jeden bohater, któremu można by kibicować (bo jakoś z żadnym, z dziwnych powodów, nie jestem w stanie się utożsamić), jakiś gram suspensu, jakichś kilka sensownych dialogów, jakiś pomysł, jakiś temat. A jest tylko nuda. No bo, jak długo jesteście w stanie znieść dialogi o niczym, w których chodzi tylko o to, żeby się popisać (wątpliwym) poczuciem humoru? Ile już było opowieści wigilijnych rozgrywających się w górskim domu zasypanym śniegiem, odciętym od świata?

Wytrzymałam dwie godziny audiobooka i przerzuciłam się na druk, żeby można było kartkować strony. Wciąż miałam nadzieję, że wreszcie coś zacznie się dziać, przecież to Marek Stelar. Nic z tego. Aby oszczędzić wam zawodu, zamieszczam krótkie streszczenie, żebyście wiedzieli, co możecie sobie darować.

Jadą. Gadają.

Dojeżdżają do pensjonatu w górach. Gadają.

Sypie śnieg.

Jedzą. Gadają.

Piją. Gadają.

Dołącza nieproszony gość. Nic z tego nie wynika. Gadają.

Hałas w łazience budzi wszystkich. Nic z tego nie wynika. Gadają.

Przynoszą choinkę z lasu. Gadają.

Dom już całkiem zasypany. Nie ma prądu. Jest prąd. Znowu nie ma prądu. Gadają.

Znajdują trupa. A co to za problem? Niech sobie leży. Gadają. Nie na temat.

Nic się nie dzieje. Trup nadal leży. Gadają.

Wychodzą na dach. Spadają z dachu. Gadają.

Ubierają choinkę. Choinka się przewraca. Ubaw po pachy.

Stop!

Uwaga! Spoiler!

 

 

 

Trup ożywa.

Hurra!

Wigilia. Kolacja. Kolędy. Pojednanie.

 

Kurtyna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz