wtorek, 11 lipca 2017

Marek Ławrynowicz „Mundur” Ocena: 5/6



BAJKA O ŻELAZNYM WILKU
Ta książka to żaden kryminał, ale jest tak fajna, że nie mogłam się nią z wami nie podzielić. Chociaż mi ją zarekomendowało wiarygodne źródło, długo ociągałam się z lekturą. Tematy militarne raczej mało mnie interesują. Sezon urlopowy skłania jednak do nadrabiania zaległości. Kiedy już się zebrałam, pochłonęłam książkę za jednym przysiadem, zaśmiewając się momentami do łez. Czyta się ją lekko i przyjemnie, nie można się oderwać, chociaż nie ma zwrotów akcji i zagadki do rozwiązania.

To książka, niestety, nie dla wszystkich. Dzisiejsze pokolenie raczej niewiele z niej nie zrozumie. To opowieść o czasach, kiedy młodym chłopcom państwo zabierało rok, dwa, a nawet trzy lata najpiękniejszej młodości, żeby ich zamknąć, jak w więzieniu w celu, jak się to mówiło „odbycia zasadniczej służby wojskowej”. Z punktu widzenia dzisiejszego nastolatka sytuacje opisane w książce są tak absurdalne, że nie miały prawa się wydarzyć, to taka bajka o żelaznym wilku. A jednak – tak było. Czytając te okraszone czarnym humorem opowieści nie wyczuwa się ani krztyny fałszu. To jest po prostu część naszej wstydliwej historii.

Jeśli ktoś jednak choć skrawkiem świadomego życia otarł się o komunę, doskonale wczuje się we wszystkie niuanse, odczuwając przyjemność w doszukiwaniu się związków z twórczością Stanisława Barei, przypominając sobie przygody dobrego wojaka Szwejka, a nawet dostrzegając powiązania ze słynnym „Akwarium” Suworowa. Armie we wszystkich demoludach konkurowały ze sobą, jeśli chodzi o wyczucie absurdu i nasze ludowe wojsko wcale nie zajmowało w tej konkurencji najwyższego miejsca.

Warto się czasem skusić na rekomendację z wiarygodnego źródła. Mam nadzieję, że ja też będę dla was takim źródłem.

niedziela, 9 lipca 2017

Dagmara Andryka "Tysiąc" Ocena: 3/6



UWIERZ W DUCHA
Żeby zasiąść do przeczytania „Tysiąca” Dagmary Andryki musicie najpierw uwierzyć w dwie rzeczy. Po pierwsze - że w dzisiejszych czasach, gdzieś w północnej Polsce jest takie miasteczko, w którym WSZYSCY mieszkańcy, od burmistrza po dwóch młodych gejów prowadzących kafejkę internetową święcie wierzą w klątwę sprzed setek lat rzuconą przez kobietę oskarżoną o czary i spaloną na stosie. Wedle klątwy ludność miasteczka nie może przekroczyć tysiąca obywateli. Jeśli osiedli się ktoś nowy, ktoś inny musi zginąć. Po drugie – że wzięta dziennikarka z wielkiego miasta, pracująca w prestiżowym piśmie może sobie zniknąć na wiele tygodni i NIKT ani NIC nie będzie jej ścigać. Jedyny telefon z poprzedniego życia, który bohaterka odbiera, to telefon od szefa, który niczemu się nie dziwi. Żadnych rachunków do zapłacenia, żadnych kwiatków do podlania, żadnych monitów od przyjaciółek, które domagają się wyjścia na kawę albo aktualnego numeru telefonu do jakiegoś ministra. Nic. Tak jakby bohaterka wcześniej żyła samotnie jak palec albo wcześniejsze życie nie istniało i wszystko, bez żadnych konsekwencji można rozpocząć od nowa.

Jeśli założycie z góry, że taka sytuacja jest możliwa, może nawet będziecie mieć z lektury jakąś satysfakcję. Wątek zagadkowych śmierci w miasteczku, regulujących populację do tytułowego tysiąca został w końcu dość sensownie wyjaśniony. Jeśli jednak, tak jak ja dojdziecie do wniosku, że opisany wyżej punkt wyjścia jest tak nierzeczywisty, że nadawałby się raczej do powieści w stylu fantasy, zakończycie lekturę z przekonaniem, że motywacją do przeczytania kryminału nie powinna być ciekawość, czy autorowi uda się jakoś wybrnąć z galimatiasu, który sam sobie zgotował na własne życzenie, tylko chęć rozwiązania pasjonującej zagadki.

Zagadka może i pasjonująca, tylko pod warunkiem, że się wierzy w duchy. Jeśli wierzycie  – czytajcie.

środa, 5 lipca 2017

Rachel Abbott „Zabij mnie znów” Ocena 5/6



LAURKA DLA RACHELI
Za każdym razem gdy odkrywam nowego, zagranicznego, świetnego autora kryminałów mam duży dylemat. Czy natychmiast rzucić się i pochłonąć z ogromną przyjemnością wszystkie pozostałe jego książki czy z uporem maniaka krzewić swoją masochistyczną misję i poznawać dzieła i dziełka coraz to nowych, rodzimych pisarzy?

„Zabij mnie znów” Rachel Abbott jest książką perfekcyjną pod każdym względem. Precyzyjnie poprowadzona, wielowątkowa narracja, umiejętnie dawkowana tajemnica, zwroty akcji właśnie wtedy, kiedy wydaje się, że wszystko już wiemy. Ta książka to połączenie powieści kryminalnej i thrillera, więc jesteśmy przez autorkę umiejętnie straszeni i trzymani w szachu, co chwila zamartwiając się o głównych bohaterów.

Zakończenie nie dość, że zaskakuje, to zaskakuje podwójnie. I do tego jeszcze na końcu jest to coś, co sprawia, że nasze szare komórki zaczynają szybciej pracować i dzięki temu książki tak łatwo się nie zapomina. Nie powiem co to, przeczytajcie sami.

W tej powieści jest tylko jedna rzecz, która uwiera – ta perfekcyjność właśnie, że wszystko jest tak zapięte na ostatni guzik. Recenzent zwariował – powiecie. Najpierw wystawia laurkę, a potem narzeka na to, co wcześniej pochwalił. Zrozumcie recenzenta. Laurka absolutnie się należy. Laurka właśnie. To dobre słowo. Ale sami wiecie, jak to jest z laurkami. No niby fajne są, ale… Więcej inspiracji na pewno znajdę na naszym, polskim podwórku.

piątek, 2 czerwca 2017

Marek Żelkowski „Kot z Cheshire” Ocena: 1/6



RADIO MARYJA KONTRA KOT
Tej książki nie powinnam była doczytać do końca. Ale słuchałam jej, nie czytałam. Wrzuciłam audiobooka do odtwarzacza samochodowego, a podróż była długa. Leciało.
 
Zaczyna się od serii informacji prasowych o niewyjaśnionych morderstwach. Wielu morderstwach. Potem mamy akcję żołnierzy amerykańskich; chodzi o odbicie zakładnika w jakimś arabskim kraju, nie wiadomo kto, co i po co. Przerzucamy się do Polski i obserwujemy spokojne, nudne życie zwyczajnej, młodej kobiety, skądinąd pisaki, które dość szybko przestaje być nudne, bo ktoś zaczyna ją śledzić. I tak przez połowę książki. Autor pisze i pisze, a my kompletnie nie wiemy o co chodzi. Czy bohaterką jest owa pisarka, czy wręcz przeciwnie – jej cichy, nieujawniający się prześladowca. Ponieważ nie mamy pojęcia o co chodzi, nie wiemy czy mamy martwić się o pisarkę, czy o jej prześladowcę, no bo skoro ją śledzi, to może to ona jest groźna. Kompletnie więc nas ta historia nie obchodzi.
 
W drugiej połowie książki, grubo przed zakończeniem, wyjaśnia się za to wszystko. To mąż pisarki jest groźny i to na nim chce wziąć odwet dręczyciel kobiety. Okazuje się wreszcie, że to nasz prześladowca jest tutaj głównym bohaterem. Chce pomścić śmierć siostry. I tu zaczyna się seria absurdów. Najpierw bohater odbywa seanse spirytualistyczne, komunikując się z duchem zmarłej siostry za pośrednictwem fal radiowych (tak! to jest na poważnie! to się dzieje naprawdę!). Potem faszeruje naszą pisarkę rosyjskim narkotykiem w rodzaju serum prawdy i poddaje hipnozie, żeby uzyskać niezbędne informacje obciążające jej groźnego męża (tak! to takie proste!). Aż w końcu bierze odwet na mężu (to żaden spoiler, od połowy książki było wiadomo, że o to chodzi), sprawiając, że staje się on ofiarą własnej metody. A chodzi o to, żeby tak zaprogramować mózg innej osoby, żeby stała się mordercą. To też przecież banalnie proste.
 
Gdzie tu kryminalna zagadka? – spytacie. Nie ma. Jest za to stek takich bzdur, że naprawdę, jeśli trafi wam się długa podróż z tym jednym audiobookiem na pokładzie, to już lepiej się przełączcie na Radio Maryja. Ma ono jedną zaletę – nie trzeba za nie płacić.