ZAMIENIŁ STRYJEK SIEKIERKĘ NA
KIJEK*
Dlaczego Piotr Górski zamienił
komisarza Kruka na komisarza Dusznego? Co sprawiło, że postać charyzmatyczna,
zapadająca w pamięć, z którą zaprzyjaźniłam się od pierwszego wejrzenia i
dałabym się za nią pokroić na kawałki, gdyby była taka potrzeba, została
zastąpiona osobą antypatyczną, nijaką i etycznie niejednoznaczną? I tylko nie
mówcie, że on te wszystkie przekręty robi w zbożnym celu, no bo przecież
przyjaciel. Plusy nie przesłoniły mi minusów. Duszny ma prawo źle się prowadzić
(Kruk w końcu też święty nie był), ale te wszystkie drobne świństwa,
traktowanie ludzi per noga i brak kręgosłupa moralnego, wszystko to sprawia, że
nowy bohater Górskiego mało mnie obchodzi.
Dawniej pewnie, swoim zwyczajem,
przeprowadziłabym prywatne śledztwo, dlaczego tak się stało, ale dziś, kiedy
muszę się zmuszać do pisania (i czytania), pójdę na skróty. Autor ma prawo się
znudzić swoim bohaterem, może eksperymentować, a czy nowa opcja się przyjmie,
zadecydują czytelnicy.
Przeniesienie akcji z Gdańska do
Sopotu ma swoje uzasadnienie, w końcu to jedno z niewielu miast z prawdziwym
klimatem, który można by wykorzystać, ale mam wrażenie, że Górski robi to
trochę na siłę. Tak jakby wydawca powiedział: weź pan i napisz coś w Sopocie,
bo Sopot jest modny. Wniosek ten wysnuwam z faktu, że autor opisom miasta
poświęca o wiele więcej miejsca, niż to konieczne, robi to drobiazgowo i bez
zaangażowania. Po co dwa razy powtarzać Teatr Atelier imienia Agnieszki
Osieckiej? Redaktor przysnął, i potem jeszcze kilka razy, ale spoko, nie będę
się rozwodzić, moje zaangażowanie w pisanie tej recenzji jest również
ograniczone.
Intryga, jak to u Górskiego, ładnie się łączy i zamyka, ale wprowadzenie wątków równoległych powoduje, że
zbyt wcześnie domyślam się, kto za wszystkim stoi. Nie ma przecież innych podejrzanych,
którym poświęca się tak dużo uwagi. Na szczęście do końca nie znam motywu
działania sprawcy, więc czytam z zainteresowaniem, bo dramaturgia jak zwykle nie
zawodzi.
Kiedy jednak przychodzi do
zakończenia, czuję duże rozczarowanie. Naprawdę Piotr Górski to napisał?
Naprawdę poszedł śladem Mrozów, Gorzków, Piotrowskich, Mossów i Kościelnych?
Kolejna książka o psychopatach? Nawet się nie wkurzam, po prostu mi żal.
Mam niczym nieuzasadnione
wrażenie, że autor trochę się męczył pisząc tę powieść, tak jak i mnie już
męczy pisanie recenzji, które jest rzucaniem grochem o ścianę. Może i obchodzi
to jakąś garstkę czytelników, ale świat (literacki) i tak będzie się staczał
swoją drogą i nie mamy na to żadnego wpływu. Już Kopernik zauważył, że pieniądz
gorszy wypiera lepszy. Z literaturą jest tak samo.
*ludowe