piątek, 25 sierpnia 2017

Camilla Grebe, Paul Leander-Engström „Handlarz z Omska” Ocena: 2/6



ROSJA CZYLI SZWECJA
Nazwiska autorów „Handlarza z Omska” odnotowuję tylko dlatego, żeby pamiętać o tym, aby już do nich nie wracać.

Książka jest pod każdym względem przeciętna. Śledztwo toczy się ślamazarnie, temat zgrany, żadnych zwrotów akcji, nachalne przesłanie, zakończenie do bólu przewidywalne – przecież każde dziecko wie, kto tak naprawdę musi stać za nielegalnym handlem bronią w Rosji. Ot, taki sobie kryminał klasy B, nie wiadomo po co tłumaczony na polski, może w pakiecie było taniej. Przekonanie wydawców, że w Polsce jest literacka pustynia i każdy Szwed się sprzeda chyba jednak nie przynosi dobrych wyników biznesowych.

W tej książce najgorsze jest jednak to, że para Szwedów bierze się za opisywanie rosyjskiej rzeczywistości i robi to tak, jakby Rosja niczym się nie różniła od reszty Europy. To nic, że spędzili tam parę lat, skoro niczego się nie nauczyli. Akcja tej powieści mogłaby się toczyć wszędzie. Zawsze będą dobrzy i źli policjanci, korupcja na szczytach władzy, konflikty w rodzinie. Obserwowanie rosyjskich realiów ze stołka w zachodniej ambasadzie lub z perspektywy bossów zachodnich korporacji siłą rzeczy nakłada klapki na oczy. O Rosji powinni pisać albo Rosjanie, albo ludzie, którzy potrafią patrzeć. Autorzy nie należą ani do jednych ani do drugich. Szkoda czasu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza