poniedziałek, 5 listopada 2018

Andrew Wilson „Inny rodzaj zła” Ocena 2/6


AGATA NA TO NIE ZASŁUŻYŁA
Kryminał, w którym w roli detektywa występuje sama Agata Christie – to dla wielbicieli autorki gratka nie lada. Od razu jednak włączam tryb przypuszczający. Byłaby. Ale nie jest, a wielka szkoda.

Pomysł marketingowo świetny, no bo wielbicieli Agaty są miliony i prawie każdy, z taką samą nadzieją jak ja, skusi się do przeczytania książki, by zanurzyć się znów w świat five o’clocków, genialnych detektywów, błyskotliwych intryg i kipiących, choć głęboko skrywanych emocji bohaterów. Skusi się i będzie żałował.

Powieść Andrew Wilsona ma się tak do twórczości Agaty Christie jak kawa parzona z fusów do włoskiego espresso: cienka, przewidywalna, na kilometr pachnąca imitacją.

Agata Christie w roli detektywa jest bezbarwna i drętwa. Gdzie jej tam do miss Murple czy Herkulesa Poirot, który opanował do mistrzostwa posługiwanie się małymi, szarymi komórkami. Agacie – detektywowi szare komórki do dedukcji nie są potrzebne. Prowadzi nudne dochodzenie opierając się prawie wyłącznie na intuicji.

Ulubionym sformułowaniem Wilsona, które ma w zamierzeniu popychać śledztwo do przodu jest konstatacja: coś tu się nie zgadza. To słaba taktyka, niestety. Nic dziwnego, że się nie zgadza, skoro intryga jest tak mocno naciągana. Do tego akcja toczy się ślamazarnie, właściwie tylko z obowiązku przerzucamy kolejne kartki.

Autor korzysta też nagminnie z ulubionego chwytu, który, jak mniemam, w założeniu ma być źródłem suspensu. Detektyw już-już ma się dowiedzieć czegoś istotnego, aż tu nagle coś mu w tym przeszkadza. Taki zabieg sprawdziłby się może, gdyby został użyty raz, dwa razy, ale za piątym - naprawdę zaczyna irytować.

Gdy z ulgą skończyłam „Inny rodzaj zła” od razu nabrałam apetytu, aby przypomnieć sobie coś Agaty. Sięgnęłam po „Zabójstwo Rogera Ackroyda. Mimo, że wiedziałam, jak to się skończy, przeczytałam książkę z wypiekami na twarzy. I od razu było widać, czym różni się literatura genialna w swym gatunku, od przeciętnej. Niewymuszony suspens, barwne, soczyste postaci, wszyscy, tak naprawdę podejrzani, dowcip podszyty ironią (Poirot jako hodowca dyń, którego sąsiedzi biorą za emerytowanego fryzjera), perfekcyjna, dopięta na ostatni guzik intryga, możliwa do rozwikłania dzięki małym szarym komórkom, a nie przy pomocy zbiegów okoliczności, zaskakujące zakończenie, które tak zirytowało kolegów pisarzy, że aż wyrzucili Christie z „Klubu Detektywów” za łamanie zasad. Ech, kto dziś tak potrafi łamać zasady?

Wniosek jest jeden: lepiej czytajcie Agatę, nawet dwa razy, niż jej kiepskich naśladowców. Twórczość Andrew Wilsona, na moją odpowiedzialność, spokojnie możecie sobie darować.

Tagi:
Andrew Wilson "Inny rodzaj zła", Andrew Wilson Agata Christie, Wilson "Inny rodzaj zła" recenzja, Wilson "Inny rodzaj zła" opinie, "Wilson Christie"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz