poniedziałek, 5 października 2026

Zbigniew Górniak „Książkowisko próżności” Ocena: 6/6

 

ILUZJA KRZYWEGO ZWIERCIADŁA

Ta książka jest tak diablo inteligentna i tak bosko dowcipna, że autor na pewno nie zrobi na niej kariery. Błyskotliwe dialogi, doskonały styl, najwyższej klasy groteska, ostrze satyry tnie z precyzją skalpela trzymanego w ręku przez najlepszego chirurga. Do tego jeszcze narracja w drugiej osobie, co na dzień dobry odrzuci miliony much i trafi tylko do nielicznych, którzy potrafią takie cymesy docenić.

„Książkowisko próżności” rozgrywa się w środowisku pisarzy i wydawców książek, i autor nie oszczędza nikogo. Ten światek przedstawiony jest z wyrafinowaną ironią, bez żadnej taryfy ulgowej, bez głaskania po głowie sponsorów i uznanych twórców. Dlatego jest tak wiarygodny. Wydaje się, że widzimy wszystko w krzywym zwierciadle, ale nie ufajcie pierwszemu wrażeniu - to najprawdziwsza rzeczywistość.

„Książkowisko próżności” - to powieść z kluczem. Najłatwiej będzie rozszyfrować wszystkie niuanse czytelnikom z tego samego pokolenia, co Zbigniew Górniak (czyli urodzonym jeszcze w poprzedniej epoce), bo wtedy wszystkie kody kulturowe będą czytelne. W tamtych czasach (wyjaśnienie dla młodzieży) rynek kultury nie był jeszcze zalewany szambem. Oglądało się te same dobre filmy, czytało te same dobre książki, słuchało tej samej dobrej muzyki, i o pewnych rzeczach po prostu nie wypadało nie wiedzieć.

Jeśli jesteście dużo młodsi i ta przyjemność wam umknie, nie przejmujcie się, bo warstwa współczesna ma dużo szerszy zakres i na pewno dostarczy wam dobrej zabawy. Bez trudu wpadniecie przecież kto ukrywa się pod pseudonimem Albin Chłodny, a odniesienia do wielkich portali czytelniczych kształtujących (pardon, wypaczających) gusta również wam nie umkną. Jeśli nawet nie wszystko będzie czytelne, nadal będzie fan. Informacja o pochodzeniu nazwy wydawnictwa „G&K” rozbawiła mnie do łez. Wzięła się ona od nazwisk wspólników, które brzmiały Groch i Kapusta. Trudno by było lepiej oddać zawartość publikowanych przez to wydawnictwo książek.

Jeśli do tego dodam, że jest tu ciekawy pomysł na fabułę (powieść w powieści i jeszcze raz w powieści, w tym jedna pisana przez ghostwritera, a druga przez robota), dobrze poprowadzona intryga i satysfakcjonujące zakończenie, nie będziecie już mieć żadnego pretekstu, żeby tej książki nie przeczytać.

Żeby nie było tak słodko, pomarudzę standardowo na trochę zbyt długo rozwijający się początek (nie znamy jeszcze dobrze bohatera, więc przeszłość i przyszłość odrobinę się miesza), ale to tak tylko dla zasady. W tym wypadku plusy skutecznie przesłoniły mi minusy, czego i wam życzę. Bawcie się!

P.S. Wrzucam maksymalną ocenę, żeby zrównoważyć głosy tych, którzy niczego nie zrozumieli.