wtorek, 7 stycznia 2025

Otto Penzler „Wielka księga opowieści kryminalnych. Zbrodnie pozornie niemożliwe” Ocena: 1/6

MIĘDZYNARODOWY SKANDALIK NA MIARĘ NASZYCH CZASÓW

Zamiast się cieszyć, że przeczytałam całkiem zgrabny wybór opowiadań kryminalnych – zgrzytam ze złości zębami.

To skandal, że wydawcy robią nas w bambuko, a my potulnie się na to godzimy. Jak można żądać prawie 90 złotych za taki bubel???

Ta książka roi się od błędów. Każdego rodzaju. Jakie tylko możecie sobie wyobrazić. Zwykłe literówki (mała zamiast małą, powiedział zamiast powiedziała), błędy ortograficzne (cęntkowany; nawet word to podkreśla na czerwono), graficzne (brak myślników przed dialogami, rozsypane akapity), błędy językowe w tłumaczeniach (ubrał mundur), kursywa, która pojawia się nie wiadomo dlaczego, o czymś tam pewnie zapomniałam. Aż przykro czytać.

Sprawdziłam. Wydawnictwo Familium s.r.o jest zarejestrowane w Czechach. Firma, zasadniczo, zajmuje się sprzedażą prezentów, z których książki stanowią niewielką część. Od niedawna działa również w Polsce. Drodzy bracia Czesi, rozumiem, że macie nas za idiotów, którzy nie znają swojego języka, i całkiem słusznie, zasadniczo, ale czy naprawdę, tak trudno było wynająć kogoś, żeby zrobił korektę po składzie???

Ale to drobiazg, pewnie nie chciałoby mi się pisać o tej książce, gdybym nie odkryła jeszcze czegoś, a dopiero to naprawdę mnie wkurzyło. I tutaj, wydaje się, że wydawnictwo tak samo zrobiło w konia nas, jak i swoich rodaków. Książka wydana po czesku wygląda identycznie. Polska wersja jest w twardej oprawie, ładnie wydrukowana, gruby papier, czytelny druk, duże marginesy, ilustracje. No, wielka księga, jak nic! Idealna na prezent (dla kogoś kto nie zwraca uwagi na błędy). Można narzekać, że niewygodnie się czyta ze względu na rozmiar podwójnej cegły gotyckiej, ale to tylko marudzenie. W czym więc problem?

Jak napisano na stronie tytułowej, książkę przetłumaczono z oryginału, czyli „The Black Lizard Big Book of Locked Room Mysteries”. Nie napisano, że to wybór albo skrót. Chodzi o to, że amerykańska wersja rozmiarem jest tylko odrobinę mniejszą cegłą, więc wydawałoby się, że powinna zawierać tę samą treść. Ale nie! Jest w niej 68 opowiadań, a w polskiej wersji – zaledwie 20. Tak! Przeszło trzy razy mniej, jeśli ktoś nie zdążył policzyć. Zabrakło 48 opowiadań.

Nie będę tego nazwać dosadnie. Doskonale wiecie, co chciałabym powiedzieć. Napiszę tylko, że po prostu, bardzo, bardzo mi przykro. A dla wydawnictwa - pała z zachowania.

piątek, 3 stycznia 2025

S.J. Bennett „Śmierć w diamentach” Ocena: 3/6

DIAMENTY SĄ WIECZNE

Detektyw królowa Elżbieta II jest tym razem piękna i młoda (akcja dzieje się w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku) i niestety, nie wyszło to książce na dobre. Paradoksalnie, dziewięćdziesięcioletnia monarchini w poprzednich częściach serii miała o wiele więcej uroku (o doświadczeniu nie wspomnę) niż dziarska trzydziestolatka.

Intryga tym razem jest mniej wyrafinowana, chociaż mocny akcent z księciem Filipem, dobrze powiązany z głównym wątkiem morderstwa, ładnie wprowadza mylne tropy i tę historię ubarwia. Zakończenie jednak trochę przefajnowane. Trudno uwierzyć, że królowa tak łatwo na to wpadła i bez problemu wydobyła od mordercy przyznanie się do winy. Drugi ważny motyw – spisek na królewskim dworze, biegnie zupełnie obok głównej intrygi, ale w sumie dobrze, że jest, bo przynajmniej ogranicza odruch ziewania.

Postaci drugoplanowe również mniej barwne niż w pierwszych częściach, ale może po prostu to specyfika tamtych czasów, kiedy kobiety dużo mniej miały do powiedzenia. Klimat epoki, trzeba przyznać, oddany został wiernie.

Oczywiście, że czekam na kolejną część. Miłość do królowej Elżbiety jest nieuleczalna.

czwartek, 19 grudnia 2024

Maciej Siembieda „Orient” Ocena: 4/6

„CHIŃCYKI TRZYMAJĄ SIĘ MOCNO” *

Czyta się. Wciąga. Źle nie jest, ale… zawsze mogłoby być lepiej. A co, konkretnie?

Śledztwo niegdysiejszego prokuratora Kani polega właściwie tylko na przeszukiwaniu internetu. Jak sobie zakupię odpowiednie narzędzie w wersji premium, to też tak będę mogła.

Na trop zaginionego „przedmiotu” wpadam już na początku, dużo, dużo wcześniej niż detektyw. Dobrze, że są inne wątki, które nie są tak oczywiste.

Klamra spinająca fabułę (wątek z pisarką) trochę naciągana. Więcej obiecuje niż daje. Ale rozumiem, że trzeba było dorzucić trochę pikanterii, choć jest to pikanteria z rodzaju tych dla starszych dam. Dlatego doceniam.

Na szczególną pochwałę zasługuje bardzo dobrze zdokumentowany wątek poświęcony chińskim gangom i ich interesom w Europie. Motyw zemsty w ramach Triady chyba najlepszy, bo najbardziej zaskakuje i daje najwięcej satysfakcji czytelnikowi.

Intryga ładnie się spina, chociaż nasze służby specjalne powinny zatrudniać trochę bardziej rozgarniętych pracowników.

W kategorii: niezobowiązująca rozrywka, lekka sensacja „Orient” całkiem się sprawdza. Czasami nie chcemy nic więcej.

*Stanisław Wyspiański „Wesele”

środa, 4 grudnia 2024

Juliusz Machulski „Nikczemny narrator” Ocena: 3/6

RAKI NA BEZRYBIU

To bez dwóch zdań jest powieść z kluczem. Jeśli ktoś ten klucz zna, będzie mieć dużą frajdę z lektury. Tylko niektóre z występujących w książce postaci, co do zasady już nieżyjące, występują pod własnym imieniem i nazwiskiem. Jeżeli ktoś nie rozpozna pozostałych, portretowanych w książce osób, ale przynajmniej pamięta jeszcze lata dziewięćdziesiąte i ma blade pojęcie o polskiej kinematografii tamtych czasów, też będzie czytać z zaciekawieniem. Do czasu.

Jednak, jeśli całkiem nawet dowcipne przepychanki słowne polskich filmowców przed trzydziestu laty kogoś niewiele obchodzą, to będzie mieć problem. Najpóźniej w połowie książki może się zirytować i zapytać: no dobrze, ale gdzie ten obiecany kryminał?

Anegdotki o hollywoodzkich filmowcach? W porządku. Przypominanie muzycznych hitów tamtych lat? Też fajnie. Naigrywanie się z Krzysztofa Kieślowskiego, a raczej międzynarodowego sukcesu jego filmu „Niebieski”? Oj, nieładnie. Też żałuję, że Kieślowski zrobił w Polsce kilka świetnych filmów i za granicą nikt tego nie zauważył, a wystarczyło tylko, że nakręcił przyzwoity zaledwie film we Francji i od razu odniósł międzynarodowy sukces. Ale, czy takie żale należy wylewać w kryminale, który zupełnie czego innego dotyczy? Jaki to ma wpływ na akcję, panie scenarzysto/pisarzu/reżyserze? Ponarzekać można sobie gdzie indziej. Fejsbuki bardziej się do tego nadają.

Wielbiciele kryminałów nie mają tu czego szukać, intryga jest wątła i na pierwszy plan wybijają się barwne opisy środowiska filmowego i miłosne podboje bohatera. Cztery kobiety budzące żywe zainteresowanie w ciągu miesiąca, nie licząc żony w trakcie rozwodu, to imponujący wynik. Intryga kryminalna jakoś tam zostaje rozwiązana, i chociaż poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: „kto zabił”, i czy w ogóle zabił, mobilizuje nas do dobrnięcia do końca, to szybko się orientujemy, że przecież nie o to chodziło.

Wielbiciele twórczości Juliusza Machulskiego, a zwłaszcza jego wczesnych filmów, powinni być bardziej usatysfakcjonowani lekturą, ponieważ nie da się przeoczyć, że narrator występuje w roli alter ego reżysera. Oczywiście, trzeba mieć świadomość, że jest to alter ego bardzo dobrze wykreowane. Na tym w końcu polega fikcja literacka. Wśród tej fikcji bardzo szczerze brzmią refleksje głównego bohatera - scenarzysty: „I zawsze ogarnia mnie smutek, kiedy uświadamiam sobie, że na świecie są jednak ludzie prawdziwie utalentowani, a ja do nich nie należę. Jeśli niektórzy uważają, że jestem dobry, to tylko dlatego, że w rodzimej kinematografii jestem trochę w sytuacji raka na bezrybiu. Są po prostu gorsi ode mnie.” Dlatego podwyższam ocenę, bo też mi się smutno zrobiło, że są inni, bardziej utalentowani recenzenci.

Zastanawiałam się długo, jaki jest cel zamieszczenia na końcu książki scenariusza filmu „Torsje”, o którym wzmianki pojawiają się wielokrotnie w powieści. Ponieważ nie znam klucza, mogę domyślić się tylko jednego powodu. Scenariusz filmu, inspirowany „Wściekłymi psami” Quentina Tarantino musi być ważny dla autora, a ponieważ nie udało się zrealizować na jego podstawie filmu, może chociaż w ten sposób treść dotrze do swoich odbiorców. I jako ciekawostka jakoś się to broni. Jako scenariusz już niekoniecznie. 

Jedna z bohaterek zwraca jego autorowi uwagę, że bohaterowie filmu zachowują się nieprawdopodobnie i „Pan Bóg scenarzystów” za często schodzi z nieba, żeby im pomóc. To prawda, mogłabym dorzucić jeszcze kilka niewymienionych zdarzeń. Największą jednak słabością tego scenariusza jest to, że nie wybrzmiewa jego przesłanie. Według eksplikacji zamieszczonej na końcu książki, miała to być „historia kryminalna z morałem”, film „kryzysie wartości i wszechogarniającym egoizmie, a także o przyjaźni i solidarności”. Przyjaźni tam nie ma, bo bohaterowie w ogóle nie zostali przedstawieni, więc skąd mamy wiedzieć, że łączy ich przyjaźń? Nie znamy stawki, o którą toczy się gra, więc solidarności trudno się domyślić, a kryzys wartości i wszechogarniający egoizm, to klisze, które można dopisać do każdej eksplikacji. 

Dobrze, że jednak nie powstał ten film i życzę autorowi, żeby „Vinci II” był lepszy, nie tylko lepszy niż ten scenariusz, lecz również niż część pierwsza.