niedziela, 12 czerwca 2016

Remigiusz Mróz „Zaginięcie” Ocena: 2/6


BZDURY W DOBREJ MASCE
Pyskata prawniczka i jej średnio rozgarnięty aplikant – to na tle innych bohaterów polskich powieści kryminalnych dość barwny, choć momentami irytujący duet. Na tyle jednak intrygujący, żeby dać się wciągnąć ich historię i z dużym zaciekawieniem oczekiwać, jak to się wszystko zakończy. I to jest, niestety, w tym wszystkim najgorsze.
Ten mój problem z autorem pojawił się już wcześniej, po lekturze „Ekspozycji” – zostałam profesjonalnie złapana dość wartko prowadzoną narracją, a kiedy doszło do wyjaśnienia o co właściwie chodzi – umiejętnie do tej pory nadmuchiwany balon pękł. O ile jednak w przypadku przygód komisarza Forsta poziom absurdu sięgnął zenitu, to tu obserwujemy zjawisko trochę odwrotne. Perypetie głównych śledczych - prawników zdają się być mocno osadzone w realiach, a ja, jako prawniczy laik, odnoszę wrażenie, że autor porusza się po rejonach, które dobrze zna. Być może prawnicy procesowi natychmiast by mnie z błędu wyprowadzili, ale nie o to chodzi. To w końcu fikcja literacka, pewna dowolność w granicach prawdopodobieństwa jest uzasadniona, szczególnie, kiedy dla dobra akcji trzeba skrócić okresy między rozprawami. Oczywiście można by się czepiać, że sędzia nigdy nie zwróci się do obrońcy po nazwisku, ani nie powie „pani adwokat”, a adwokat nie wyrazi się o kobiecie sędzi - „sędzina”, ale to raczej uwaga do redaktora, którego pewnie powieść tak wciągnęła, że czytał nieuważnie, albo za bardzo zaufał autorowi.
Ale, wracając do clou – o ile, mniej czy bardziej zmanipulowana przez autora, potrafię zaakceptować dwójkę głównych bohaterów, to zupełnie mnie nie przekonuje opowiedziana historia. Przez cały czas miałam nadzieję, że te wszystkie uniki doprowadzą do jakiegoś spektakularnego rozwiązania. A tymczasem motywacja oskarżonego, który w zakończeniu tłumaczy się dlaczego zrobił to, co zrobił jest kompletnie niewiarygodna. Co? Jeden z najbogatszych Polaków tak się zachowuje? Facet, który doszedł do takiej fortuny ma skrupuły jak sklepowa z mięsnego oglądająca tureckie telenowele? Nie potrafi się pozbierać i od początku powiedzieć - nie, kiedy widzi, że wszyscy wokół go oszukują i próbują wrobić? Nie chce nawet przedstawić własnej wersji wydarzeń? Bzdura.
Do tego końcowe zagranie pani mecenas. Przez cały czas autor przekonywał nas, że Chyłka nie jest typem samobójcy, a zachowała się tak, jakby była. Kim więc jest – kamikadze czy idiotką? Kolejna bzdura.

I to jest mój największy zarzut do autora – opowiadanie bzdur w taki sposób, że sprawiają wrażenie prawdy.
Nie wiem czy jeszcze raz pozwolę się zmanipulować Mrozowi.

3 komentarze:

  1. Ja się skusiłam na "W cieniu prawa" i widzę, że w innych pozycjach Mroza występują te same motywy. Rozdmuchiwanie tajemnicy do granic absurdu, a później wmawianie czytelnikowi, że błaha sprawa wymagała takiej konspiracji :/ Byłam mocno zawiedziona jego twórczością. A kwestie procesowe i pojęcia prawne powinny być autorowi znane, skoro jest doktorem prawa. Dla niejednego edytora czy redaktora to pojęcia zupełnie obce, ale skoro książkę pisze specjalista, to błędy rażą jeszcze bardziej. :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Remigiusza Mroza już skreśliłam z listy autorów "do czytania". Satysfakcji z lektury żadnej, a pastwienie się nad nieudolnym autorem, który nie wyciąga żadnych wniosków z negatywnych recenzji szybko się nudzi. Szkoda, że inni tego nie widzą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co wyciągać wniosków, bo pozytywnych opinii jest przeważająca większość (!), zatem ta grafomania się sprzedaje. Oby nie wydał na głupoty ;)

      Usuń