Szukaj na tym blogu

piątek, 3 czerwca 2016

John Grisham „Samotny wilk” Ocena: 5/6


WIĘCEJ TAKICH WILKÓW
Jak ja się cieszę, że jeden z moich ulubionych autorów znowu wrócił do formy. I to w jakim stylu!
Jego poprzednia książka („Góra bezprawia”) bardzo mnie rozczarowała. Przez trzy czwarte powieści nic się nie działo, a kiedy wreszcie zawiązała się jakaś akcja – książka się skończyła. W mojej głowie, przyznaję ze wstydem, zaczęła pojawiać się nawet niecna myśl: czy przypadkiem autor nie jest już tak bardzo zmęczony, że zamierza chyłkiem przejść na emeryturę, bo zaczyna brakować mu pomysłów?
A tymczasem – takie miłe zaskoczenie. W „Samotnym wilku” pomysłów jest tyle, że można by nimi obdzielić trzy powieści. Wbrew pozorom to również wada, dlatego zabrałam ocenie jedną gwiazdkę. Początkowo książka sprawia wrażenie zbioru opowiadań, dopiero później wątki zaczynają ładnie się przeplatać. Ale to drobna usterka kompozycyjna, nie zmieniająca faktu, że dzięki takiemu nagromadzeniu przygód książkę czyta się jednym tchem i nie można się od niej oderwać.
Od dawna też nie było u Grishama tak pełnokrwistego, przekonującego, pełnowymiarowego bohatera – faceta z prawdziwymi jajami (chociaż prawnika). Do tego ulubione przez autora motywy – walka z niesprawiedliwością społeczną, z bezprawiem usankcjonowanym przez prawo, z państwem policyjnym (tak! takie rzeczy się dzieją nie gdzie indziej, tylko w gloryfikowanych przez nas, Polaków, Stanach Zjednoczonych) - i powstaje mieszanka naprawdę wybuchowa.
Wiem, że John Grisham nie ma zwyczaju kontynuowania losów bohaterów w kolejnych powieściach (z wyjątkiem serii „młodzieżowej”). Ale może tym razem zrobi wyjątek. Sebastian Rudd jest osobą, z którą naprawdę chciałabym się jeszcze spotkać.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza