niedziela, 8 listopada 2026

Przemysław Żarski „Pleśń” Ocena: 2/6

SKĄD SIĘ BIERZE NUDA

Czytałam i odkładałam. Odkładałam i czytałam. Poświęciłam się, doczytałam do końca, żeby poznać nowego, nieznanego mi autora i zanotować, żeby nie uleciało z pamięci, dlaczego mam do niego już nie wracać. Dlatego w końcu zebrałam się do napisania tej recenzji, chociaż pisanie odbywało się na tej samej zasadzie co czytanie: pisałam i odkładałam, odkładałam i pisałam.

Autor pisze językiem przeciętnym, ale poprawnym, postaci detektywów są przeciętne, ale poprawne, inni bohaterowie raczej przeciętni niż poprawni. Najbardziej zirytował mnie jednak styl autora, a raczej pisarska maniera.

Przemysław Żarski prowadzi narrację z punktu widzenia wielu bohaterów na kilku płaszczyznach czasowych. Za każdym razem, gdy pojawia się nowa postać nie wiemy, kto tę narrację prowadzi i musimy się domyślać, czego ona dotyczy. Nie ułatwia to lektury. Gdyby to było raz, na początku, no, trzy razy, ale tak jest prawie za każdym razem. Nowy rozdział, i domyślaj się, czytelniku o co chodzi.

Zapewne autorowi wydaje się, że wprowadza tym sposobem element niepokoju i tajemnicy, ale to w ten sposób nie działa. Kiedy czytam potok zdań, z których nic nie wynika, bo nie wiem kto mówi i czego to dotyczy, czuję znużenie. Zabieg ten powtarzany jest wielokrotnie, postaci jest multum a wątków sporo, nie czuję więc żadnego zainteresowania lekturą, tylko denerwuję się, że „wiem, że nic nie wiem”.

I stąd właśnie, drodzy autorzy, bierze się nuda. Jedna tajemnica się sprawdza, trzy dają radę, ale kiedy tajemnica goni tajemnicę – to już jest chaos. W ambitnej obyczajówce może by to przeszło, ale to przecież kryminał. Czytelnik chce prowadzić aktywne śledztwo razem z detektywami, a nie dostaje takiej szansy.

Zupełnie też nie wiem, dlaczego w jednej powieści autor umieścił dwa różne śledztwa prowadzone niezależnie przez dwoje detektywów, które zupełnie się nie uzupełniają. To tak jakbyście czytali dwie odrębne powieści, które nie wiadomo dlaczego ktoś postanowił wrzucić do jednego wora i wymieszać rozdziały. Jedno śledztwo prowadzone przez podkomisarz Laurę Halber ma związek ze sprawą z przeszłości - zaginięciem nastolatka na obozie, a drugie dotyczy współcześnie popełnionego zabójstwa z narkotykami w tle i prowadzi je Adam Linde. Śledztwa łączy jedynie budynek komisariatu. I tylko nie mówcie mi, że to kontynuacja, bo wiecie, jak tego nie lubię (kontynuacji nie lubię, a nie zwracania mi uwagi).

Całkiem też nie rozumiem, dlaczego autorzy wprowadzają do swoich powieści elementy, o których nie mają bladego pojęcia i nawet nie pomyślą, żeby coś sprawdzić (o redaktorach nie wspominam, bo prawdziwych redaktorów dziś już nie ma, nawet, jak widać, w Wydawnictwie Literackim, które niegdyś dbało o renomę). O to samo czepiałam się Roberta Małeckiego w powieści „Wada”. Przemysław Żarski z uporem twierdzi, że chłopiec zaginął na obozie harcerskim, tymczasem opisuje realia kolonii lub zwykłego obozu. Na obozach harcerskich NIE MA nauczycieli szkolnych w roli opiekunów/wychowawców, bo takich funkcji w harcerstwie po prostu NIE MA. Dlatego właśnie dzieciaki jeżdżą na takie obozy, bo mogą tam, bez obecności zgredów, poczuć samodzielność i nauczyć się odpowiedzialności.

Być może przypadkiem trafiłam na najsłabszą powieść autora, ale cóż, raczej nie będę zgłębiać jego twórczości, bo wciąż mam apetyt na nowych autorów. Kogo polecacie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz